Rozdział
IV
Następnego
dnia umówiłam się z Magdą w parku. Usiadłyśmy na ławce i zaczęłam temat
-Madziu…
chciałabym abym mogła ci zaufać…
Czacha
dziwnie spojrzała, kiedy powiedziałam do niej po imieniu nie po ksywce
-ależ
Angelina możesz mi zaufać –odparła z uśmiechem
-no
nie jestem pewna wciąż czuję, że ty tą przyjaźń udajesz i że masz przede mną
tajemnicę- mówiłam niespokojnie
-udaję?
Tajemnica? Co?! Angelusia proszę jesteśmy najlepszymi koleżankami –powiedziała
szczerząc śnieżnobiałe zęby.
Czacha
udawała wszystko a jej plan mógł na zawsze zniszczyć moje życie! Musiałam być
ostrożna.
-wiesz,
co nie mogę tej przyjaźni kontynuować zróbmy sobie przerwę –powiedziałam
marszcząc brwi
-nie!
–krzyknęła Magda –nie, nie możesz!
-dlaczego?
-ee
bo ja cię uwielbiam! –powiedziała niepewnie
-ta…
jasne jesteś tak zakłamana. Myślisz, że udaję? Słyszałam twoją wczorajszą
rozmowę z Paulem no i oczywiście widziałam waszą randkę. Ledwo przeżyłam ale
randkę ci wybaczę lecz tego, że ukrywałaś miłość i nawet nie planowałaś tego
mówić a w dodatku jestem twoją przynętą jest nie wybaczalne. Odczep się ode
mnie i nie mów nic więcej, wiem, co widziałam i wiem, co słyszałam- powiedziałam
uniesionym tonem
Czacha
zaniemówiła. Głośno przełykała ślinę, po
czym powiedziała ze łzami w oczach
-Angela
to nie tak jak myślisz
-powtórzę
–wiem, co widziałam i wiem, co słyszałam nie odzywaj się do mnie nigdy więcej
-wyjaśnię
ci to
-proszę
dam ci pięć minut mów prawdę widzę jak się boisz i rozpoznam czy kłamiesz czy
mówisz szczerze
-no
więc tak Angelino … musisz się ze mną przyjaźnić –powiedziała machając nerwowo
rękami
-Dziewczyno
puknij ten swój pusty łeb! Słyszałam jestem twoją przynętą gadaj, czego chcesz,
po co udawałaś przyjaźń! –krzyczałam
-Angelina,
spokojnie kiedy zobaczyłam cię płaczącą w łazience pomyślałam ,,że jesteś
ofiarą losu” i, że nadajesz się na moją przynętę do planu który wygląda tak.
Czacha ten pseudonim nie wziął się z powietrza. Jestem złym charakterem, ale
ostatnio moja sława złej Czachy minęła po tym jak dodano moje zdjęcie jak
całuje pluszowego misia. Teraz potrzebuję dziewczynki, na której pokażę
ludziom, że jestem zła, ale muszę najpierw się z tobą zaprzyjaźnić abyś mi
zaufała. Planowałam zrobić z ciebie pośmiewisko miałam iść z tobą pod tzw.
Błoto Ignacego nazwa tego bagna pochodzi od tego, że pewien uczeń został tam
wrzucony jako pierwszy od teraz ten komu uda się kogoś wrzucić do tego błota
będzie uznany ,,strachem” co w moim przypadku funduje sławę. Chciałam cię tam
wrzucić i…
-dosyć
tego Magda! Jak mogłaś –krzyknęła po czym wybiegłam z płaczem
Biegłam
w stronę domu Lewis Anastazji biegłam bardzo szybko, bo widziałam podążającą za
mną Czachę. Wtedy potknęłam się o kamień i wylądowałam na ziemi. Upadłam przed
czyimiś nogami. Delikatnie spojrzałam w górę, aby zobaczyć tajemniczego
człowieka to był Paul! Moja twarz zarumieniła się a on schylił się i powiedział
-przed,
kim tak uciekasz?
Nie
odpowiedziałam tylko otarłam spływającą łzę. Podniosłam się i otrzepałam, po
czym poszłam do przodu. Kiedy się odwróciłam nie widziałam ani Paula ani
Czachy.
-pewnie
gdzieś sobie razem poszli a Madzia opowiada o mnie głupoty –pomyślałam.
Pewnie
bym poszła ich śledzić gdyby nie moje samopoczucie. Straciłam przyjaciółkę,
której tak ufałam, chłopak, którego kocham mnie nie znosi! Usiadłam, więc na
kanapie w salonie ciotki i zaczęłam płakać. Godzinę później przyszła Anastazja
Lewis i usiadła obok mnie. Złapała mnie za ramię i przytuliła do swojej
kraciastej koszuli, kiedy już myślałam, że usłyszę słowa pocieszenia to
usłyszałam
-
Angelina nie płacz łzy oszpecają skórę nie możesz być brzydsza już tak mi
wyładniałaś ostatnimi czasy.

Wstałam i popatrzyłam na Pannę Lewis oczami pełnymi złości. Uciekłam do parku w to samo miejsce, w którym straciłam przyjaciółkę. Usiadłam na trawie i otarłam oczy z łez. Wtedy do parku przyszła para zdrajców. Paul i Czacha trzymali się za ręce i rozmawiali o czymś. Paul mówił coś o mnie, ale nie słyszałam, co mówił. Wymówił moje imię. Już wchodziłam za drzewo, aby ich posłuchać, ale nie miałam siły coś zaczęło kłuć mnie w serce. Usiadłam na ławce trzymając się za brzuch. Zaczęłam szybciej oddychać widziałam podążających w moim kierunku Paula i Madzię. Kręciło mi się w głowie i chwilami ślepłam. Wtedy wybiła godzina dwunasta w nocy i wtedy upadłam na ziemię. Spadłam z ławki i straciłam przytomność. Paul i Czacha pożegnali się przed dwunastą i rozeszli się. Paul szedł w moją stronę. Miał ręce w kieszeni i gwizdał pod nosem. Kiedy zobaczy mnie nie przytomną leżącą na ziemi z zamkniętymi oczami. Przykucnął nade mną i poklepał mnie po twarzy. Widocznie chciał mi pomóc. Pochylił się nad moimi ustami i patrzył na mnie przez minutę. Nie pocałował mnie tylko położył na ławce. Paul oddychał jakoś niespokojnie w pewnym momencie znowu pochylił się nade mną i …
To jest super zapraszam do mnie: http://olvidar-el-momento.blogspot.com/
OdpowiedzUsuń