Obserwatorzy

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

co ukrywała Czacha? czy Paul jednak coś czuje do Angeliny?
Rozdział IV

Następnego dnia umówiłam się z Magdą w parku. Usiadłyśmy na ławce i zaczęłam temat
-Madziu… chciałabym abym mogła ci zaufać…
Czacha dziwnie spojrzała, kiedy powiedziałam do niej po imieniu nie po ksywce
-ależ Angelina możesz mi zaufać –odparła z uśmiechem
-no nie jestem pewna wciąż czuję, że ty tą przyjaźń udajesz i że masz przede mną tajemnicę- mówiłam niespokojnie
-udaję? Tajemnica? Co?! Angelusia proszę jesteśmy najlepszymi koleżankami –powiedziała szczerząc śnieżnobiałe zęby.
Czacha udawała wszystko a jej plan mógł na zawsze zniszczyć moje życie! Musiałam być ostrożna.
-wiesz, co nie mogę tej przyjaźni kontynuować zróbmy sobie przerwę –powiedziałam marszcząc brwi
-nie! –krzyknęła Magda –nie, nie możesz!
-dlaczego?
-ee bo ja cię uwielbiam! –powiedziała niepewnie
-ta… jasne jesteś tak zakłamana. Myślisz, że udaję? Słyszałam twoją wczorajszą rozmowę z Paulem no i oczywiście widziałam waszą randkę. Ledwo przeżyłam ale randkę ci wybaczę lecz tego, że ukrywałaś miłość i nawet nie planowałaś tego mówić a w dodatku jestem twoją przynętą jest nie wybaczalne. Odczep się ode mnie i nie mów nic więcej, wiem, co widziałam i wiem, co słyszałam- powiedziałam uniesionym tonem
Czacha zaniemówiła.  Głośno przełykała ślinę, po czym powiedziała ze łzami w oczach
-Angela to nie tak jak myślisz
-powtórzę –wiem, co widziałam i wiem, co słyszałam nie odzywaj się do mnie nigdy więcej
-wyjaśnię ci to
-proszę dam ci pięć minut mów prawdę widzę jak się boisz i rozpoznam czy kłamiesz czy mówisz szczerze
-no więc tak Angelino … musisz się ze mną przyjaźnić –powiedziała machając nerwowo rękami
-Dziewczyno puknij ten swój pusty łeb! Słyszałam jestem twoją przynętą gadaj, czego chcesz, po co udawałaś przyjaźń! –krzyczałam
-Angelina, spokojnie kiedy zobaczyłam cię płaczącą w łazience pomyślałam ,,że jesteś ofiarą losu” i, że nadajesz się na moją przynętę do planu który wygląda tak. Czacha ten pseudonim nie wziął się z powietrza. Jestem złym charakterem, ale ostatnio moja sława złej Czachy minęła po tym jak dodano moje zdjęcie jak całuje pluszowego misia. Teraz potrzebuję dziewczynki, na której pokażę ludziom, że jestem zła, ale muszę najpierw się z tobą zaprzyjaźnić abyś mi zaufała. Planowałam zrobić z ciebie pośmiewisko miałam iść z tobą pod tzw. Błoto Ignacego nazwa tego bagna pochodzi od tego, że pewien uczeń został tam wrzucony jako pierwszy od teraz ten komu uda się kogoś wrzucić do tego błota będzie uznany ,,strachem” co w moim przypadku funduje sławę. Chciałam cię tam wrzucić  i…
-dosyć tego Magda! Jak mogłaś –krzyknęła po czym wybiegłam z płaczem
Biegłam w stronę domu Lewis Anastazji biegłam bardzo szybko, bo widziałam podążającą za mną Czachę. Wtedy potknęłam się o kamień i wylądowałam na ziemi. Upadłam przed czyimiś nogami. Delikatnie spojrzałam w górę, aby zobaczyć tajemniczego człowieka to był Paul! Moja twarz zarumieniła się a on schylił się i powiedział
-przed, kim tak uciekasz?
Nie odpowiedziałam tylko otarłam spływającą łzę. Podniosłam się i otrzepałam, po czym poszłam do przodu. Kiedy się odwróciłam nie widziałam ani Paula ani Czachy.
-pewnie gdzieś sobie razem poszli a Madzia opowiada o mnie głupoty –pomyślałam.
Pewnie bym poszła ich śledzić gdyby nie moje samopoczucie. Straciłam przyjaciółkę, której tak ufałam, chłopak, którego kocham mnie nie znosi! Usiadłam, więc na kanapie w salonie ciotki i zaczęłam płakać. Godzinę później przyszła Anastazja Lewis i usiadła obok mnie. Złapała mnie za ramię i przytuliła do swojej kraciastej koszuli, kiedy już myślałam, że usłyszę słowa pocieszenia to usłyszałam
- Angelina nie płacz łzy oszpecają skórę nie możesz być brzydsza już tak mi wyładniałaś ostatnimi czasy.

Wstałam i popatrzyłam na Pannę Lewis oczami pełnymi złości. Uciekłam do parku w to samo miejsce, w którym straciłam przyjaciółkę. Usiadłam na trawie i otarłam oczy z łez. Wtedy do parku przyszła para zdrajców. Paul i Czacha trzymali się za ręce i rozmawiali o czymś. Paul mówił coś o mnie, ale nie słyszałam, co mówił. Wymówił moje imię. Już wchodziłam za drzewo, aby ich posłuchać, ale nie miałam siły coś zaczęło kłuć mnie w serce. Usiadłam na ławce trzymając się za brzuch. Zaczęłam szybciej oddychać widziałam podążających w moim kierunku Paula i Madzię. Kręciło mi się w głowie i chwilami ślepłam. Wtedy wybiła godzina dwunasta w nocy i wtedy upadłam na ziemię. Spadłam z ławki i straciłam przytomność. Paul i Czacha pożegnali się przed dwunastą i rozeszli się. Paul szedł w moją stronę. Miał ręce w kieszeni i gwizdał pod nosem. Kiedy zobaczy mnie nie przytomną leżącą na ziemi z zamkniętymi oczami. Przykucnął nade mną i poklepał mnie po twarzy. Widocznie chciał mi pomóc. Pochylił się nad moimi ustami i patrzył na mnie przez minutę. Nie pocałował mnie tylko położył na ławce. Paul oddychał jakoś niespokojnie w pewnym momencie znowu pochylił się nade mną i …

1 komentarz:

  1. To jest super zapraszam do mnie: http://olvidar-el-momento.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń