nadeszła nowa powieść o cudownej Blance. Zmieni Aleksandra? a może wcale nie? może jest fałszywa a może to jego zbawienie?
Rozdział 1
Festyn i nowa znajomość
Było
przed szóstą wieczorem, Aleksander dowiedział się, że Mr. Danco organizuje
festyn muzyczny, który odbędzie się tego dnia o dziewiętnastej na placu II
wojny światowej. Aleksander postanowił przybyć na festyn z powodów nudy. Życie
tego mężczyzny nie miało sensu. Codziennie budził się jadł, ubierał się,
siedział na tarasie znowu jadł, spacerował po parku Williama Sakespeare i szedł
spać. Tak mijał każdy dzień Aleksa. Aleksander nie miał przyjaciół, rodziny ani
zwierzaka. Żył w samotności i tęsknocie za swoją zmarłą żoną Teresą. Był to
człowiek pesymistycznie nastawiony do życia, ponieważ gdy Teresa odeszła z
niewiadomych powodów Aleksander załamał się i wpadł w depresję, zaczął pić i
poszedł na odwyk, próbował popełnić samobójstwo a gdy już z tego wszystkiego
się wydostał stał się człowiekiem złym, nie miłym, szczerym do bólu, upartym i
zawsze załamanym i smutnym. Nie chciał się zmieniać wiedział, że życie ucieka
mu przed nosem niczym słońce na niebie, ale nie chciał z tym nic robić, życie
bez żony nie liczyło się już dla niego. Jest zgorzkniały i nikogo nie słucha
boi się zaufać ludziom, że znowu spotka go rozczarowanie podobnie jak z żoną
Teresą. Jest on młodym człowiekiem ma dwadzieścia sześć lat i mieszka w nie
wielkim mieście New Acrobatico. To bardzo ładne i szerokie miasto, dookoła
rozprzestrzenia się wiele zieleni, nie ma wielu budynków, które niszczyłyby
wygląd okolicy. Jest wiele krzaczków, drzewek, sadów, parków, ścieżek
rowerowych niby jak na wsi a jednak jest temu miasteczku bardzo daleko do wsi,
ale i dość daleko do wielkiego miasta. Aleksander żyje w dużym domu na ulicy
Pawiańskiej 12. Ma duży pomalowany na kolor piaskowy dom. Dach jest bordowy
prawie, że brązowy. Okna są bardzo duże pozasłaniane bezbarwnymi, koronkowymi
firanami, które lekko spływają na czyste okna. Na parapetach stoją kaktusy,
ponieważ Aleksander nie jest zwolennikiem pielęgnacji roślin, ale jest szalony
na punkcie roślinek to zaopatrzył się w kaktusy, których nie trzeba dużo
pielęgnować. Kaktusy rosną w kolorowych donicach zrobionych z gliny. Posiada on
również piękny ogród, do którego zamówił ogrodnika, aby dbał o rozwój roślin
mieszkających na jego polu. W ogrodzie, wśród różnobarwnych kompozycji
kwiatowych stoi antyczna, drewniana ławka z dziwnymi wzorami. Obok ławki rosła
niewielka jabłoń rozpościerająca swoje gałęzie nad ławką. Gdzie niegdzie stały
duże donice z kwiatami. Naokoło Domu szła wąska ścieżka z kamieni. Dom i ogród
były wyjątkowo urocze. Każdy, kto tam przybył chciałby tam zostać. Wnętrze
mieszkania zdobiły wszelkie nowoczesne meble i ozdoby. Wisiały piękne
starodawne mozaiki, ożywiające wnętrze. Aleksander był wysoki i szczupły, miał
ogniste, krótkie włosy i rumiane usta. Był blady, ale jego policzki lśniły
różowym blaskiem. Ubierał się na biało, czarno lub też niebiesko. To były jego
ulubione barwy. Często siadał na tarasie i brał do ręki książkę z kategorii
romans. To przypominało mu wspaniałe chwile spędzone ze zmarłą żoną Teresą. Do
dziś ciężko mu się pozbierać a od jej śmierci minęło kilka lat.
Aleksander zarzucił płaszcz zrobiony ze
skóry i włożył na siebie tęczową koszulkę, po czym na swoich stopach uwiązał
czarne trzewiki wypastowane
świetlistą
maścią. Zamknął za sobą drzwi i udał się w stronę muzyki, która leciała obecnie
na festynie. Śnieg trzeszczał pod jego butami a delikatne płatki białego puchu
opadały mu na kaptur. Zbliżały się święta, które Aleksander miał znowu spędzić
sam. Dotarł na festyn i usadowił się pomiędzy tłumem mieszkańców. Wszędzie
wisiały wstążki i balony, przeróżne nuty, klucze wiolinowe i inne znaki
muzyczne. Na środku placu stała scena z napisem ,,festyn muzyczny z okazji
nadchodzących świąt Bożego Narodzenia” Aleksander poczuł smutek i żal.
Przypomniał sobie, co działo się sześć lat temu w święta Bożonarodzeniowe.
Przypomniał sobie radosną żonę przynoszącą potrawy na stół wigilijny, siedzieli
przy nim inni goście z rodziny, brat Tereski, siostra Aleksandra i jej dzieci a
także mały siostrzeniec Teresy lezący w kojcu nieopodal stołu. Teresa
przyniosła najpierw barszcz z uszkami, po czym zasiadła do stołu. Śmiała się i
posyłała Aleksowi wesoły uśmiech. Święta to był jej najlepszy życiowy okres
szkoda tylko, że przeżyła ich tak nie wiele. Miesiąc po wigilii Terasa nie
wróciła już do domu. Wyszła i zaginęła. Dzień przed zachowywała się dziwnie,
mówiła, że źle się czuje, że życie jej nie lubi i najlepiej było by, aby nie
istniała. Aleksander pocieszał żonę i masował po ramieniu. Żona nie wróciła…
Oczy
Aleksa zaczęły wypuszczać lodowate łzy. Wtedy na scenę wszedł Mr. Danco z
mikrofonem. Nabrał powietrze przez zmarznięte usta i powiedział słowa powitalne
-Drodzy
ludzie, kobiety i mężczyźni, dzieci i młodzież a także sponsorów naszego
festynu. Miło mi, że się tu zgromadziliście. Dzisiaj chciałbym abyście
wysłuchali następujących rzeczy, które znajdują się w programie tego wieczoru:
najpierw zobaczycie kapelę muzyki ludowej ,,Kurpiach” a następnie obejrzycie
wspaniałe dzieło nieziemskiego człowieka, który namalował obraz w śniegu.
Później zapraszam na poczęstunek w pałacyku podczas niego będzie można
porozmawiać ze zwycięzcami konkursu tanecznego ,,Edit your dance” po godzinie
znowu wyjdziemy na powietrze i powitamy gwiazdę wieczoru a jak ta gwiazda się
nazywa to dowiecie się w swoim czasie. Zapraszam na scenę grupę ,,Kurpach”
Aleksander
wsłuchany w te słowa zapomniał o zmartwieniu i zaciekawiony występem zespołu
rozmyślał o instrumentach. Grupa grała bardzo znane pieśni ludowe, co
sprawiało, że każdy widz bawił się wyśmienicie. Każdy tańczył i śpiewał razem,
z Kurpiachami. Po ich występie na scenie znowu pojawił się szef festynu Mr.
Danco i zaprosił na scenę ,,śnieżnego malarza”
-To
jest takie fascynujące –myślał Aleksander oglądając jak z nasypanego na scenę
śniegu człowiek o imieniu Maciej Kulpo tworzył arcydzieło. Palcem szkicował
historię przedstawiającą radosnych ludzi przy wigilijnym stole. Aleksander
znowu czuł smutek, nie nawiedził świąt każda rzecz przypominała mu Teresę.
Aleksander wyszedł z festynu usiadł na ławie stojącej obok parku i zaczął
szlochać.
-Teresko
brakuje mi ciebie. Odeszłaś tak szybko nie miałem okazji się pożegnać moje
życie to ciągły strach, ból i znudzenie. Chciałbym abyś tu była –modlił się
ocierając łzy kapiące na śnieg
Lud
udał się na poczęstunek, ale Aleks został na ławie. Siedział tak wlepiając
spojrzenie w szary śnieg. Na niebie lśniły gwiazdy a gdzieś w oddali mienił się
blady księżyc. Aleksander otarł twarz dłońmi i wstał. Chodził naokoło ławy i
myślał o zbliżających się świętach
-mam
dość samotności, ale mam też dość ludzi. Ludzie kłamią, każdy chce cię
wykorzystać i owinąć wokół siebie potem cię wystawić i zapomnieć o tobie.
–Myślał tak –ta myśl została mu po policjantach, którzy udawali, że pomagają w
odnalezieniu Teresy a tak naprawdę nie robili z tym nic gdyby nie oni może
Terasa by się odnalazła. Inny urząd policjantów może by tak nie zawalił tej
sprawy. Teresa nie żyje –mówił sobie w głowie
Odepchnął
tą myśl tak jak i łzy ponownie nasuwające się na cerę młodzieńca. Po
poczęstunku i rozmowie z tancerzami ludzie wyszli, aby powitać gwiazdę
wieczoru. Na scenę wyszła kobieta, która miała tak podobny głos do Teresy, że
nogi Aleksa zadrżały. Poszedł pod scenę i zobaczył prześliczną dziewczynę o
smolistych włosach. Włosy były bardzo długie - do pasa o lśniącej czarnej
barwie. Jej oczy były wyjątkowe, ich kolor był lodowy. Zimny i głęboki. Usta
pomalowane krwiście czerwoną szminką a policzki pudrowane na pastelowy róż.
Była smukła, wysportowana i wysoka. Ubrana była w białe futro i czarne spodnie.
Do tego białe kozaki na wysokim obcasie. Szeroko otworzyła błękitne oczy i
wodziła wzrokiem po fanach. Zaciskała z zimna usta i po chwili znowu zabrzmiał
ten urzekający głos.
-jestem
Blanka i zamierzam dla was zaśpiewać kilka świątecznych piosenek, dziękuje, że
jeszcze jesteście po mimo tej późnej godziny bardzo… bardzo mi miło…
-powiedziała z uśmiechem identycznym, jaki miała Teresa
Blanka
była wspaniałą osobą. Była miła, wesoła, zawsze uśmiechnięta, cieszyła się
każdą chwilą, stanowcza, wytrzymała, nieraz natrętna, ale to wszystko po to by
osiągnąć upragniony cel. Blanka przeprowadziła się do New Acrobatico ze swojego
rodzinnego miasta Towerom. Rodzice Blanki wyjechali na drugi koniec świata a
Blance został tylko starszy brat, z którym do tej pory wiodła spokojne życie
mieszkając pod jednym dachem. Brat ożenił się i opuścił Blankę. Blanka chcąc
poznać nowe bratnie dusze przyjechała właśnie tutaj. Blanka była duszą
artystyczną, śpiew to było całe jej życie. Pomagała każdemu, kogo napotkała nie
potrafiła być obojętna wobec przemocy i łamania prawa, zawsze wiedziała, co
komu poradzić. Na jej twarzy nigdy nie zastawał smutek i złość. Odliczała w
pamięci sekundy do rozpoczęcia koncertu, do włączenia muzyki. Gdy zabrzmiała
muzyka Blanka uniosła wysoko głowę i dumnie zaczęła śpiewać piosenkę o
świętach. Brzmiała ona tak:
Nadejdzie
znowu ten dzień, że opłatek zawita w naszych dłoniach.
Nasza rodzina
i przyjaciele przybędą do nas znów.
Zastanie radość,
miłość i beztroska…
REF.
Najpiękniejszy dzień w roku nadchodzi…
Wigilia już wygląda do nas z oddali,
W kręgu
rodzinnego domu poczujemy ciepło rozżarzonego kominka. Cieszmy się wszyscy tą
chwilą…, bo ona krótko trwa
Pomoc nieśmy
ludziom bez rodziny, bez przyjaciół tych samotnych
By ten dzień
i dla nich był taki piękny
Dla tych, co
tragedie przeżyli, dla tych od których ludzie się odwrócili …
Pomóżmy im z
całym sercem przyjmijmy w swe progi tych biednych ludzi… Oooo Oooo Święta….
Aaaaaaaaaaa
Rozległy
się oklaski i brawa. Głos Blanki był niezastąpiony, każdego ogarnęła radość,
ale i smutek a Aleksander…
Blanka
popatrzyła na niego, na jego minę. Aleksander znowu płakał. Blanka zamiast
zaśpiewać kolejną piosenkę nie zaśpiewała już nic. Powiedziała
-wybaczcie
ten koncert już się skończył
Zeszła
ze sceny i podeszła do Aleksa. Tylko dla niego zakończyła ten koncert.
Pochyliła się nad nim spuszczając czuprynę na jego załzawioną twarzyczkę.
-Co
się dzieje? –zapytała ciepło
-idź
–powiedział Aleks drżącym głosem
-nie…
chce ci pomóc. –mówiła
-ale
ja nie chcę pomocy –twierdził, skulony na ławeczce
-potrzebujesz
jej. Jestem Blanka a ty? –powiedziała uśmiechając się
Aleksander
podniósł łepetynę i szybko odbiegł od dziewczyny. Poszedł do domu i położył się
spać. Nakrył się cieplutką kołdrą i wtulił głowę w poduszkę. Myślał jeszcze
chwile o Blance o tym jak bardzo przypomina mu Teresę. Niebawem usnął. Rano
obudziło go pukanie do drzwi. Otworzył oczy i założył kapcie a do tego szlafrok
o niebieskiej barwie. Otworzył energicznie drzwi i ujrzał sobowtór Teresy. W
drzwiach stała Blanka odziana w skórzaną kurtkę i czapkę z bąbelkiem na czubku.
Znowu na jej twarzy malował się wesoły uśmiech.
-mogę
wejść? –zapytała grzecznie
-ile
ty masz lat dziecko? –zapytał Aleksander
-dziecko?
Mam 25 lat a ty? -zaśmiała się
zaciskając wargi
-23?!
Jejku przepraszam wyglądasz tak młodo i zachowujesz się jak taka grzeczna
dziewczynka z podstawówki –rzekł drapiąc się po głowie
-ha,
ha, ha no tak zostało mi po czasach podstawówki –mówiła trzęsąc się z zimna
–mogę wejść zimno mi a muszę cię bliżej poznać wyglądasz na samotnego –mówiła
-serio?
Aż tak to widać – zmartwił się Aleksander wpuszczając do środka Blankę
Blanka
weszła do środka i usiadła na kanapie. Aleksander poczęstował ją herbatą, którą
przywiózł z Indii. Blanka patrzyła na Aleksandra z dziwną miną, po czym z jej
ust wydobyły się pierwsze słowa
-jak
ci na imię? –jej słowa brzmiały delikatnie i ciepło
-jestem
Aleksander, dlaczego tak ci zależy, aby mi pomóc? –zapytał
-lubię
pomagać, widzę, że twoje życie nie ma sensu nie mogę na to patrzeć i bezczynnie
stać. Zmienię twoje życie –powiedziała odstawiając gorący kubek herbaty na ławę
Aleksandra
Aleksander
spoglądał na nią z podziwem
-jak
chcesz mi pomóc? –pytał drapiąc się po głowie
-najpierw
musisz mi dać sobie pomóc, musisz mi zaufać, dlatego chcę być twoją
przyjaciółką. Co ty na to? –zapytała Blanka posyłając serdeczny uśmiech
-
no nie wiem, nie jestem szczególnie przekonany, lepiej będzie jak opuścisz mój
dom –rzekł kręcąc nosem
-nie,
nie wyjdę stąd wiem, że potrzebujesz mnie opowiedz mi coś o sobie, czemu twoje
życie takie jest?
-ojej
no dobrze, powiem ci. Moja żona zmarła. Byłem alkoholikiem, włóczyłem się po
ulicach, wdawałem w bójki, paliłem, próbowałem się zabić, wtedy potrzebowałem
pomocy, ale każdy mną gardził, nie raczył powiadomić psychologa. Trwało to dwa
lata aż odwiedził mnie lekarz, zobaczył mój stan zdrowia powiedział, że moje
życie wisi na skraju przepaści, że przedawkowałem leki na zatrucie pokarmowe,
poszedłem na OIOM tam podłączyli mi kroplówki, zrobili badania i stało się coś
przeraźliwego. Oddali mnie do szpitala psychiatrycznego. Nie długo powróciłem
do szpitala z silnymi obrażeniami głowy skakałem z drugiego piętra, cudem
–twierdzą lekarze – jeszcze żyję, leżałem w szpitalu i oddali mnie na odwyk.
Tam rzuciłem picie i palenie. Po powrocie ze szpitala na reszcie zobaczyłem mój
dom. Położyłem się na łóżku i przed oczami miałem Teresę moją zmarłą żonę. Od
tamtego momentu nie potrafię o niej zapomnieć, nie umiem się cieszyć, bo zawsze
czuję zmarłą żonę, wszystko, co robię przypomina mi o niej, Każda radość,
jakiej doznaję szybko zakańcza się płaczem, dlatego moje życie nie ma sensu.
Nie robię już nic, czuję brak Tereski, chciałbym zapomnieć wszystko mi o niej
przypomina – powiedziała a na końcu tych słów wypłynęła żałosna łza
Blanka
zaniemówiła usiadła szybko przy Aleksie i poklepała go po ramieniu
-tak
mi przykro… -szepnęła
Aleksander
nie odpowiedział już nic, wolno spływająca po pliczku łza mówiła sama za
siebie. Przełknął głośno ślinę i westchnął.
-będziesz
umiała mi pomóc? –szepnął zakłopotany
-będę,
jeśli tylko uwierzysz… -powiedziała znowu posyłając mu miłe spojrzenie
Aleksander
chwilę myślał aż z niepewnym głosem powiedział
-postaram
się uwierzyć –powiedział powstrzymując łzy
Blanka
zaczęła się uśmiechać i powiedziała drżącym głosem
-moi
rodzice mnie opuścili i nie chcą mnie znać
Aleksander
poczuł, że nie tylko on ma smutną przeszłość
-jak
to? –rzekł patrząc na nią ze współczuciem
-kiedy
miałam szesnaście lat rodzice nie chcieli mi wybaczyć oszustwa, oszukałam ich a
oni powiedzieli, że jestem niewdzięcznicą, bez szacunku zostawili mnie z moim
bratem, który teraz się ożenił i wyprowadził. Codziennie pluję sobie w brodę,
czemu to tak się skończyło, kłamstwo zabrało mi więź z rodzicami. –wyjaśniła
spuszczając głowę
-jak
to oszukałaś? Jak? –dopytywał Aleks
-mówiłam,
że idę do biblioteki a poszłam na randkę z chłopakiem, którego rodzice nie
nawiedzili, oprócz tego złożyłam jemu przysięgę, że jest niezastąpiony i że
jest dla mnie najważniejszy. Mój chłopak powiedział wtedy ,,ważniejszy niż twoi
rodzice” a ja napisałam to pytanie i dałam odpowiedź tak. Rodzice to zobaczyli…
w dodatku byłam wtedy złą nastolatką, przeklinałam i paliłam. Byłam Gotem.
Chłopak ze mną zerwał zostałam sama… -twierdziła kiwając głową
-biedactwo
–rzekł zasmucony
-ale
ja to tam… wiesz, … -zaśmiała się ironicznie –nie ważne, tutaj liczysz się
tylko ty
-dzięki
–powiedział skrępowany