Obserwatorzy

sobota, 14 września 2013

"Blanka" 
nadeszła nowa powieść o cudownej Blance. Zmieni Aleksandra? a może wcale nie? może jest fałszywa a może to jego zbawienie? 



Rozdział 1
Festyn i nowa znajomość


Było przed szóstą wieczorem, Aleksander dowiedział się, że Mr. Danco organizuje festyn muzyczny, który odbędzie się tego dnia o dziewiętnastej na placu II wojny światowej. Aleksander postanowił przybyć na festyn z powodów nudy. Życie tego mężczyzny nie miało sensu. Codziennie budził się jadł, ubierał się, siedział na tarasie znowu jadł, spacerował po parku Williama Sakespeare i szedł spać. Tak mijał każdy dzień Aleksa. Aleksander nie miał przyjaciół, rodziny ani zwierzaka. Żył w samotności i tęsknocie za swoją zmarłą żoną Teresą. Był to człowiek pesymistycznie nastawiony do życia, ponieważ gdy Teresa odeszła z niewiadomych powodów Aleksander załamał się i wpadł w depresję, zaczął pić i poszedł na odwyk, próbował popełnić samobójstwo a gdy już z tego wszystkiego się wydostał stał się człowiekiem złym, nie miłym, szczerym do bólu, upartym i zawsze załamanym i smutnym. Nie chciał się zmieniać wiedział, że życie ucieka mu przed nosem niczym słońce na niebie, ale nie chciał z tym nic robić, życie bez żony nie liczyło się już dla niego. Jest zgorzkniały i nikogo nie słucha boi się zaufać ludziom, że znowu spotka go rozczarowanie podobnie jak z żoną Teresą. Jest on młodym człowiekiem ma dwadzieścia sześć lat i mieszka w nie wielkim mieście New Acrobatico. To bardzo ładne i szerokie miasto, dookoła rozprzestrzenia się wiele zieleni, nie ma wielu budynków, które niszczyłyby wygląd okolicy. Jest wiele krzaczków, drzewek, sadów, parków, ścieżek rowerowych niby jak na wsi a jednak jest temu miasteczku bardzo daleko do wsi, ale i dość daleko do wielkiego miasta. Aleksander żyje w dużym domu na ulicy Pawiańskiej 12. Ma duży pomalowany na kolor piaskowy dom. Dach jest bordowy prawie, że brązowy. Okna są bardzo duże pozasłaniane bezbarwnymi, koronkowymi firanami, które lekko spływają na czyste okna. Na parapetach stoją kaktusy, ponieważ Aleksander nie jest zwolennikiem pielęgnacji roślin, ale jest szalony na punkcie roślinek to zaopatrzył się w kaktusy, których nie trzeba dużo pielęgnować. Kaktusy rosną w kolorowych donicach zrobionych z gliny. Posiada on również piękny ogród, do którego zamówił ogrodnika, aby dbał o rozwój roślin mieszkających na jego polu. W ogrodzie, wśród różnobarwnych kompozycji kwiatowych stoi antyczna, drewniana ławka z dziwnymi wzorami. Obok ławki rosła niewielka jabłoń rozpościerająca swoje gałęzie nad ławką. Gdzie niegdzie stały duże donice z kwiatami. Naokoło Domu szła wąska ścieżka z kamieni. Dom i ogród były wyjątkowo urocze. Każdy, kto tam przybył chciałby tam zostać. Wnętrze mieszkania zdobiły wszelkie nowoczesne meble i ozdoby. Wisiały piękne starodawne mozaiki, ożywiające wnętrze. Aleksander był wysoki i szczupły, miał ogniste, krótkie włosy i rumiane usta. Był blady, ale jego policzki lśniły różowym blaskiem. Ubierał się na biało, czarno lub też niebiesko. To były jego ulubione barwy. Często siadał na tarasie i brał do ręki książkę z kategorii romans. To przypominało mu wspaniałe chwile spędzone ze zmarłą żoną Teresą. Do dziś ciężko mu się pozbierać a od jej śmierci minęło kilka lat.
      Aleksander zarzucił płaszcz zrobiony ze skóry i włożył na siebie tęczową koszulkę, po czym na swoich stopach uwiązał czarne trzewiki wypastowane
świetlistą maścią. Zamknął za sobą drzwi i udał się w stronę muzyki, która leciała obecnie na festynie. Śnieg trzeszczał pod jego butami a delikatne płatki białego puchu opadały mu na kaptur. Zbliżały się święta, które Aleksander miał znowu spędzić sam. Dotarł na festyn i usadowił się pomiędzy tłumem mieszkańców. Wszędzie wisiały wstążki i balony, przeróżne nuty, klucze wiolinowe i inne znaki muzyczne. Na środku placu stała scena z napisem ,,festyn muzyczny z okazji nadchodzących świąt Bożego Narodzenia” Aleksander poczuł smutek i żal. Przypomniał sobie, co działo się sześć lat temu w święta Bożonarodzeniowe. Przypomniał sobie radosną żonę przynoszącą potrawy na stół wigilijny, siedzieli przy nim inni goście z rodziny, brat Tereski, siostra Aleksandra i jej dzieci a także mały siostrzeniec Teresy lezący w kojcu nieopodal stołu. Teresa przyniosła najpierw barszcz z uszkami, po czym zasiadła do stołu. Śmiała się i posyłała Aleksowi wesoły uśmiech. Święta to był jej najlepszy życiowy okres szkoda tylko, że przeżyła ich tak nie wiele. Miesiąc po wigilii Terasa nie wróciła już do domu. Wyszła i zaginęła. Dzień przed zachowywała się dziwnie, mówiła, że źle się czuje, że życie jej nie lubi i najlepiej było by, aby nie istniała. Aleksander pocieszał żonę i masował po ramieniu. Żona nie wróciła…
Oczy Aleksa zaczęły wypuszczać lodowate łzy. Wtedy na scenę wszedł Mr. Danco z mikrofonem. Nabrał powietrze przez zmarznięte usta i powiedział słowa powitalne
-Drodzy ludzie, kobiety i mężczyźni, dzieci i młodzież a także sponsorów naszego festynu. Miło mi, że się tu zgromadziliście. Dzisiaj chciałbym abyście wysłuchali następujących rzeczy, które znajdują się w programie tego wieczoru: najpierw zobaczycie kapelę muzyki ludowej ,,Kurpiach” a następnie obejrzycie wspaniałe dzieło nieziemskiego człowieka, który namalował obraz w śniegu. Później zapraszam na poczęstunek w pałacyku podczas niego będzie można porozmawiać ze zwycięzcami konkursu tanecznego ,,Edit your dance” po godzinie znowu wyjdziemy na powietrze i powitamy gwiazdę wieczoru a jak ta gwiazda się nazywa to dowiecie się w swoim czasie. Zapraszam na scenę grupę ,,Kurpach”
Aleksander wsłuchany w te słowa zapomniał o zmartwieniu i zaciekawiony występem zespołu rozmyślał o instrumentach. Grupa grała bardzo znane pieśni ludowe, co sprawiało, że każdy widz bawił się wyśmienicie. Każdy tańczył i śpiewał razem, z Kurpiachami. Po ich występie na scenie znowu pojawił się szef festynu Mr. Danco i zaprosił na scenę ,,śnieżnego malarza”
-To jest takie fascynujące –myślał Aleksander oglądając jak z nasypanego na scenę śniegu człowiek o imieniu Maciej Kulpo tworzył arcydzieło. Palcem szkicował historię przedstawiającą radosnych ludzi przy wigilijnym stole. Aleksander znowu czuł smutek, nie nawiedził świąt każda rzecz przypominała mu Teresę. Aleksander wyszedł z festynu usiadł na ławie stojącej obok parku i zaczął szlochać.
-Teresko brakuje mi ciebie. Odeszłaś tak szybko nie miałem okazji się pożegnać moje życie to ciągły strach, ból i znudzenie. Chciałbym abyś tu była –modlił się ocierając łzy kapiące na śnieg
Lud udał się na poczęstunek, ale Aleks został na ławie. Siedział tak wlepiając spojrzenie w szary śnieg. Na niebie lśniły gwiazdy a gdzieś w oddali mienił się blady księżyc. Aleksander otarł twarz dłońmi i wstał. Chodził naokoło ławy i myślał o zbliżających się świętach
-mam dość samotności, ale mam też dość ludzi. Ludzie kłamią, każdy chce cię wykorzystać i owinąć wokół siebie potem cię wystawić i zapomnieć o tobie. –Myślał tak –ta myśl została mu po policjantach, którzy udawali, że pomagają w odnalezieniu Teresy a tak naprawdę nie robili z tym nic gdyby nie oni może Terasa by się odnalazła. Inny urząd policjantów może by tak nie zawalił tej sprawy. Teresa nie żyje –mówił sobie w głowie
Odepchnął tą myśl tak jak i łzy ponownie nasuwające się na cerę młodzieńca. Po poczęstunku i rozmowie z tancerzami ludzie wyszli, aby powitać gwiazdę wieczoru. Na scenę wyszła kobieta, która miała tak podobny głos do Teresy, że nogi Aleksa zadrżały. Poszedł pod scenę i zobaczył prześliczną dziewczynę o smolistych włosach. Włosy były bardzo długie - do pasa o lśniącej czarnej barwie. Jej oczy były wyjątkowe, ich kolor był lodowy. Zimny i głęboki. Usta pomalowane krwiście czerwoną szminką a policzki pudrowane na pastelowy róż. Była smukła, wysportowana i wysoka. Ubrana była w białe futro i czarne spodnie. Do tego białe kozaki na wysokim obcasie. Szeroko otworzyła błękitne oczy i wodziła wzrokiem po fanach. Zaciskała z zimna usta i po chwili znowu zabrzmiał ten urzekający głos.
-jestem Blanka i zamierzam dla was zaśpiewać kilka świątecznych piosenek, dziękuje, że jeszcze jesteście po mimo tej późnej godziny bardzo… bardzo mi miło… -powiedziała z uśmiechem identycznym, jaki miała Teresa
Blanka była wspaniałą osobą. Była miła, wesoła, zawsze uśmiechnięta, cieszyła się każdą chwilą, stanowcza, wytrzymała, nieraz natrętna, ale to wszystko po to by osiągnąć upragniony cel. Blanka przeprowadziła się do New Acrobatico ze swojego rodzinnego miasta Towerom. Rodzice Blanki wyjechali na drugi koniec świata a Blance został tylko starszy brat, z którym do tej pory wiodła spokojne życie mieszkając pod jednym dachem. Brat ożenił się i opuścił Blankę. Blanka chcąc poznać nowe bratnie dusze przyjechała właśnie tutaj. Blanka była duszą artystyczną, śpiew to było całe jej życie. Pomagała każdemu, kogo napotkała nie potrafiła być obojętna wobec przemocy i łamania prawa, zawsze wiedziała, co komu poradzić. Na jej twarzy nigdy nie zastawał smutek i złość. Odliczała w pamięci sekundy do rozpoczęcia koncertu, do włączenia muzyki. Gdy zabrzmiała muzyka Blanka uniosła wysoko głowę i dumnie zaczęła śpiewać piosenkę o świętach. Brzmiała ona tak:

Nadejdzie znowu ten dzień, że opłatek zawita w naszych dłoniach.
Nasza rodzina i przyjaciele przybędą do nas znów.
Zastanie radość, miłość i beztroska…
REF.
         Najpiękniejszy dzień w roku nadchodzi… Wigilia już wygląda do nas z oddali,
W kręgu rodzinnego domu poczujemy ciepło rozżarzonego kominka. Cieszmy się wszyscy tą chwilą…, bo ona krótko trwa

Pomoc nieśmy ludziom bez rodziny, bez przyjaciół tych samotnych
By ten dzień i dla nich był taki piękny
Dla tych, co tragedie przeżyli, dla tych od których ludzie się odwrócili …
Pomóżmy im z całym sercem przyjmijmy w swe progi tych biednych ludzi… Oooo Oooo Święta…. Aaaaaaaaaaa


Rozległy się oklaski i brawa. Głos Blanki był niezastąpiony, każdego ogarnęła radość, ale i smutek a Aleksander…
Blanka popatrzyła na niego, na jego minę. Aleksander znowu płakał. Blanka zamiast zaśpiewać kolejną piosenkę nie zaśpiewała już nic. Powiedziała
-wybaczcie ten koncert już się skończył
Zeszła ze sceny i podeszła do Aleksa. Tylko dla niego zakończyła ten koncert. Pochyliła się nad nim spuszczając czuprynę na jego załzawioną twarzyczkę.
-Co się dzieje? –zapytała ciepło
-idź –powiedział Aleks drżącym głosem
-nie… chce ci pomóc. –mówiła
-ale ja nie chcę pomocy –twierdził, skulony na ławeczce
-potrzebujesz jej. Jestem Blanka a ty? –powiedziała uśmiechając się
Aleksander podniósł łepetynę i szybko odbiegł od dziewczyny. Poszedł do domu i położył się spać. Nakrył się cieplutką kołdrą i wtulił głowę w poduszkę. Myślał jeszcze chwile o Blance o tym jak bardzo przypomina mu Teresę. Niebawem usnął. Rano obudziło go pukanie do drzwi. Otworzył oczy i założył kapcie a do tego szlafrok o niebieskiej barwie. Otworzył energicznie drzwi i ujrzał sobowtór Teresy. W drzwiach stała Blanka odziana w skórzaną kurtkę i czapkę z bąbelkiem na czubku. Znowu na jej twarzy malował się wesoły uśmiech.
-mogę wejść? –zapytała grzecznie
-ile ty masz lat dziecko? –zapytał Aleksander
-dziecko? Mam 25 lat a ty?  -zaśmiała się zaciskając wargi
-23?! Jejku przepraszam wyglądasz tak młodo i zachowujesz się jak taka grzeczna dziewczynka z podstawówki –rzekł drapiąc się po głowie
-ha, ha, ha no tak zostało mi po czasach podstawówki –mówiła trzęsąc się z zimna –mogę wejść zimno mi a muszę cię bliżej poznać wyglądasz na samotnego –mówiła
-serio? Aż tak to widać – zmartwił się Aleksander wpuszczając do środka Blankę
Blanka weszła do środka i usiadła na kanapie. Aleksander poczęstował ją herbatą, którą przywiózł z Indii. Blanka patrzyła na Aleksandra z dziwną miną, po czym z jej ust wydobyły się pierwsze słowa
-jak ci na imię? –jej słowa brzmiały delikatnie i ciepło
-jestem Aleksander, dlaczego tak ci zależy, aby mi pomóc? –zapytał
-lubię pomagać, widzę, że twoje życie nie ma sensu nie mogę na to patrzeć i bezczynnie stać. Zmienię twoje życie –powiedziała odstawiając gorący kubek herbaty na ławę Aleksandra
Aleksander spoglądał na nią z podziwem
-jak chcesz mi pomóc? –pytał drapiąc się po głowie
-najpierw musisz mi dać sobie pomóc, musisz mi zaufać, dlatego chcę być twoją przyjaciółką. Co ty na to? –zapytała Blanka posyłając serdeczny uśmiech
- no nie wiem, nie jestem szczególnie przekonany, lepiej będzie jak opuścisz mój dom –rzekł kręcąc nosem
-nie, nie wyjdę stąd wiem, że potrzebujesz mnie opowiedz mi coś o sobie, czemu twoje życie takie jest?
-ojej no dobrze, powiem ci. Moja żona zmarła. Byłem alkoholikiem, włóczyłem się po ulicach, wdawałem w bójki, paliłem, próbowałem się zabić, wtedy potrzebowałem pomocy, ale każdy mną gardził, nie raczył powiadomić psychologa. Trwało to dwa lata aż odwiedził mnie lekarz, zobaczył mój stan zdrowia powiedział, że moje życie wisi na skraju przepaści, że przedawkowałem leki na zatrucie pokarmowe, poszedłem na OIOM tam podłączyli mi kroplówki, zrobili badania i stało się coś przeraźliwego. Oddali mnie do szpitala psychiatrycznego. Nie długo powróciłem do szpitala z silnymi obrażeniami głowy skakałem z drugiego piętra, cudem –twierdzą lekarze – jeszcze żyję, leżałem w szpitalu i oddali mnie na odwyk. Tam rzuciłem picie i palenie. Po powrocie ze szpitala na reszcie zobaczyłem mój dom. Położyłem się na łóżku i przed oczami miałem Teresę moją zmarłą żonę. Od tamtego momentu nie potrafię o niej zapomnieć, nie umiem się cieszyć, bo zawsze czuję zmarłą żonę, wszystko, co robię przypomina mi o niej, Każda radość, jakiej doznaję szybko zakańcza się płaczem, dlatego moje życie nie ma sensu. Nie robię już nic, czuję brak Tereski, chciałbym zapomnieć wszystko mi o niej przypomina – powiedziała a na końcu tych słów wypłynęła żałosna łza
Blanka zaniemówiła usiadła szybko przy Aleksie i poklepała go po ramieniu
-tak mi przykro… -szepnęła
Aleksander nie odpowiedział już nic, wolno spływająca po pliczku łza mówiła sama za siebie. Przełknął głośno ślinę i westchnął.
-będziesz umiała mi pomóc? –szepnął zakłopotany
-będę, jeśli tylko uwierzysz… -powiedziała znowu posyłając mu miłe spojrzenie
Aleksander chwilę myślał aż z niepewnym głosem powiedział
-postaram się uwierzyć –powiedział powstrzymując łzy
Blanka zaczęła się uśmiechać i powiedziała drżącym głosem
-moi rodzice mnie opuścili i nie chcą mnie znać
Aleksander poczuł, że nie tylko on ma smutną przeszłość
-jak to? –rzekł patrząc na nią ze współczuciem
-kiedy miałam szesnaście lat rodzice nie chcieli mi wybaczyć oszustwa, oszukałam ich a oni powiedzieli, że jestem niewdzięcznicą, bez szacunku zostawili mnie z moim bratem, który teraz się ożenił i wyprowadził. Codziennie pluję sobie w brodę, czemu to tak się skończyło, kłamstwo zabrało mi więź z rodzicami. –wyjaśniła spuszczając głowę
-jak to oszukałaś? Jak? –dopytywał Aleks
-mówiłam, że idę do biblioteki a poszłam na randkę z chłopakiem, którego rodzice nie nawiedzili, oprócz tego złożyłam jemu przysięgę, że jest niezastąpiony i że jest dla mnie najważniejszy. Mój chłopak powiedział wtedy ,,ważniejszy niż twoi rodzice” a ja napisałam to pytanie i dałam odpowiedź tak. Rodzice to zobaczyli… w dodatku byłam wtedy złą nastolatką, przeklinałam i paliłam. Byłam Gotem. Chłopak ze mną zerwał zostałam sama… -twierdziła kiwając głową
-biedactwo –rzekł zasmucony
-ale ja to tam… wiesz, … -zaśmiała się ironicznie –nie ważne, tutaj liczysz się tylko ty
-dzięki –powiedział skrępowany



piątek, 13 września 2013

ah... wybaczcie mi tą długą przerwę. Pamiętnik Angeliny został zawieszony. Brak weny, brak pomysłów i brak chęci to te główne powody dla których zakończyłam tą książkę, nie mówię jednak że na zawsze, w każdym momencie mogę do niej wrócić. Pamiętnik Angeliny nie cieszył się popularnością dlatego mam dla was coś dużo lepszego. zupełnie inny typ powieści. tym razem

BEZ TYTUŁU -  jeszcze jej nie zakońćzyłam dlatego nie wiem jaki będzie tytuł myślę że na dzień dzisiejszy będzie to 

ksiązka będzie o pewnym mężczyźnie, któremu na imię Aleksander. Aleksander jest wielkim pesymistą aż do dni gdy poznaje ... Blankę. Blanka odmienia jego życie i nadaje jemu sens. Kilkanaście dni spędzonych z Blanką, która nauczy go czym jest miłość, przyjaźń, dobroć i pomoc jakie znaczenie odgrywają w naszym życiu jak wielką wartość mają ludzie na których nam zależy. Blanka będzie przedziwną istotą.Wszystko co robi robi z miłością i radością. Lecz gdy pewnego dnia Aleksander odwiedza Blanke... 

czwartek, 5 września 2013

kim okaże się być Carlos, którmu tak ufała Aneglina? w co się wkopie, jakie tarapaty będzie miała tym razem, czy łatwo się z nich wyplącze?

Rozdział VII


Następnego dnia nie poszłam do szkoły. Nie z powodów choroby czy czegoś. Nie chciałam widzieć szkoły… Czachy i Paula potrzebowałam dnia odpoczynku, aby każdy zapomniał, co się wydarzyło. Wtedy zadzwonił do mnie dziwny numer. Składał się z samych szóstek. Podniosłam telefon i odebrałam ,mówiąc ,,halo”
-cześć
-kto mówi – zapytałam zaniepokojona
-jesteś ładna –odparł głos
-kto mówi? –zapytałam ponownie
-musimy się spotkać… jesteś aniołem
-kim jesteś? –krzyknęłam
-może o osiemnastej w barze Stanleyów?
-kto ty! –krzyczałam
-w barze Stanleyów… jak nie przyjdziesz to nie żyjesz. Nie musisz wiedzieć, kim jestem wystarczy, że ja wiem.
Głos się rozłączył. Bałam się, nie przyjść, więc poszłam, ale nie sama. Zabrałam mojego najukochańszego psa na świecie, o którym nie wspominałam. Brutus to owczarek niemiecki, dawniej pies policyjny mojego ojca. Tata nie jest już policjantem tylko adwokatem. Wzięłam Brutusa i udałam się pod bar Stanleyów. Była punkt osiemnasta a naokoło nie było nikogo. Bar był już zamknięty a Brutus ocierał się o moje nogi. Czułam, że i on się boi. Stałam tak chwilę rozglądając się naokoło. Serce waliło gorzej niż pierwszego dnia w nowej szkole. W tej chwili poczułam ciężkie kroki. Słyszałam je za sobą. Bałam się odwrócić, kątem oka spoglądałam na boki. Odwróciłam się…
To była najgorsza chwila mojego życia. Była późna jesień, więc było bardzo ciemno. Latarnie stojące przy ulicy Morderczej (taka nazwa) nie świeciły. To był okropny człowiek. Był strasznie chudy gorzej niż anorektyk, miał podziurawiony szary podkoszulek, miał krótkie spodenki i był boso. A na plecach niósł worek. Był narkomanem. Spod podkrążonych oczu wystawały krwiste żyły a usta były zsiniałe.
-co to za kundel? –zapytał ochrypłym głosem
Chciałam odejść, ale on chwycił mnie za szyję.
-Pójdziesz ze mną… -szepnął
Targał mnie za szyję. Przytargał do starego opuszczonego dworu Charlotte. Wskazał na … leżącego na trawie trupa. Ja go nie zabiłem… to ty go zabiłaś…wtedy tajemniczy człowiek wziął moją dłoń i dotknął nią noża, który położył obok nieboszczyka. Wziął mnie i położył moją rękę na ręce trupa. Nie byłam w stanie nic zrobić
-teraz wszystko wskazuje na ciebie… mnie tutaj nie było… -powiedział i zniknął
Nie wiedziałam gdzie mój pies. Doszłam do domu i na szczęście siedział przed drzwiami. Usiadłam na schodach. Starałam się zapomnieć o tym wydarzeniu, jednak następnego poranka otrzymałam list wzywający mnie na posterunek policyjny. Gdy tam przyszłam policjant podszedł do mnie i rzekł
-taka młoda, taka silna, taka ładna a tak sobie schrzaniłaś życie
-słucham? –powiedziałam
- pójdziesz siedzieć –powiedział śmiejąc się
-ha, ha myślałam już, że pan mówi na serio –zaśmiałam się z nim
-no, bo ja mówię na serio. Nic ciebie nie uratuje. Odciski palców mówią same za siebie
-ale, o co chodzi? –pytałam udając, że nie wiem, o co chodzi
-zabiłaś człowieka o to chodzi …
-nie! Wczoraj taki narkoman zaprowadził mnie tak i dotknęłam tamtego noża… -mówiłam niecierpliwie
-nie kituj mi tu…
-naprawdę! –krzyczałam
-marsz do przodu. Mówisz iść na rozprawę sądową.
Stanęłam przed drzwiami do sądu. Kiedy tam weszłam nie znałam nikogo wiedziałam, że przegram.
- Panno Angelino. Wczoraj o godzinie dziewiętnastej zamordowano człowieka w ogrodzie Charlotte. Odciski palców mówią, że to pani słucham wyjaśnień –rzekła sędzina
-pani sędzio. To nieporozumienie. Wytłumaczyłam spokojnie, co do joty o wczorajszym zdarzeniu.
Sędzina zaczęła się śmiać, po czym burknęła
-ale ty masz bujną wyobraźnię. Żal mi cię, bo masz dopiero dziewiętnaście lat a już idziesz siedzieć. Świadek Marta Kojot proszona na salę
Na salę weszła młoda kobieta o rudawych włosach. Podeszła do stolika i powiedziała
- zamordowany jest mój brat. Ta niewdzięcznica zabiła mi brata!
-proszę o spokój pani Kojot –powiedziała sędzina, – co wydarzyło się wczorajszego wieczora
-Droga sędzio mój brat wyszedł z domu, mówił, że ma spotkanie a, więc poszedł. Gdzieś przed północą zorientowałam się, że brat nie wraca. Telefon miał wyłączony a kiedy poszłam go poszukać to zastałam go martwego w ogrodzie Charlotte. Z oddali widziałam odbiegającą panią Angelinę miała na głowie kaptur.
-Panno Kojot skoro Angelina miała kaptur i była w oddali to jak ją pani poznała? Jesteście spokrewnione? –zapytała sędzia
-nie, widzę ją po raz pierwszy, ale Gdy teraz na nią spoglądam to jest ta sama figura, o! i nawet te same spodnie. Miała na sobie czerwone neonowe spodnie z kilometra je rozpoznam.
-rozumiem. Nie mam już więcej pytań proszę zająć miejsce. Pani Angelino chce pani coś powiedzieć? Czyli, że była pani wczoraj w ogrodzie Charlotte.
-tak byłam. Odchodziłam stamtąd, ponieważ jak mówiłam przytargano mnie tam i zmuszano do odbicia odcisków palców. –powiedziałam
-oj marna wymówka. W takim razie czy pamięta pani kto panią tam przyprowadził?
-tak. Był to anorektyk i narkoman, z czarnymi włosami …
-dosyć tego! –krzyknął mężczyzna wbiegający na salę –Angelina nie zabiła tego człowieka!
Na salę wbiegł chłopak. Miał czarne okulary przeciwsłoneczne, białą czapkę oraz chustkę pod szyję. Ubrany był w marynarkę, która prezentowała się rozkosznie, była czysta i schludna i jaka modna! Był to ładny chłopak. Znałam go skądś. Znajoma mordka.
-Mam dowody, Angelina nie zabiła tamtego człowiek, zabił go Carlos brat Angeliny! –krzyknął
-co ty wygadujesz, kim jesteś?! –mówiłam
-dowiesz się, kim jestem w odpowiednim czasie… mam dowody, He, słaby morderca z tego Carlosa. Z płaszcza wypadła najcenniejsza rzecz, jaką posiada Carlos, czyli jego pamiętnik. A w tym pamiętniku pisze…
Dziś był fatalny dzień, Angelina stała się moim największym wrogiem a mój stary dobry kumpel –oszustem. Musiałem go zabić. Adam mnie oszukał, więc go zabiłem, poniosło mnie i źle mi z tym, ale jeszcze gorzej będzie jak pójdę do więzienia. Postanowiłem wrobić w to moją siostrę Angelinę…
-sędzio… widzi pani Angelina jest nie winna
-och błagam przecież mógł pan sobie to podrobić –powiedziała sędzina
Wtedy chłopak wyjął z kieszeni telefon i zadzwonił do mordercy.
-cześć –powiedział obrońca Angeliny
-kto tam? –odparł zabójca
-znalazłem twój pamiętnik, leżał na ulicy śródmieścia mogę ci go oddać jestem na ulicy Orzeszkowej –powiedział
-na serio?! Dzięki zaraz tam będę
-widzi sędzia już tu idzie.
Po kilku chwilach na salę rozpraw przybył Carlos. Zobaczywszy Angelinę złapał się za głowę.
-czy to twój pamiętnik? –zapytała sędzina
-tak, mój dziękuję –powiedział
Tajemniczy obrońca popatrzył na mnie. Podeszłam do brata i popatrzyłam na niego. Była noc, więc nie poznałam, że to był Carlos. Carlos tamtej nocy przebrał się i wrobił mnie. Bał się swojego wyroku. Rozprawa została zawieszona. Po rozprawie Carlos i tajniak wyszli z budynku. Carlos wytłumaczył mi wiele rzeczy, lecz to nie zakończyło mojego gniewu do Carlosa. Carlos wrócił do domu, ale ja musiałam wiedzieć, kim jest mój wybawiciel. Tajniak zdjął okulary i czapkę. Nie wierzyłam własnym oczom, ta sylwetka i te oczy… To był Rufus! On żył nie zabił się i po mimo tego, że go odrzuciłam on wrócił i mnie uratował. Rufus patrzył na mnie z zachwytem.
-kocham cię i nie przestanę…
Moje uczucie jednak nie uległo zmianie od tamtej pory. Rufus co prawda zmienił się z wyglądu był już …normalny ale moje serce należało do Paula.