Rozdział
VII
Następnego
dnia nie poszłam do szkoły. Nie z powodów choroby czy czegoś. Nie chciałam
widzieć szkoły… Czachy i Paula potrzebowałam dnia odpoczynku, aby każdy
zapomniał, co się wydarzyło. Wtedy zadzwonił do mnie dziwny numer. Składał się z
samych szóstek. Podniosłam telefon i odebrałam ,mówiąc ,,halo”
-cześć
-kto
mówi – zapytałam zaniepokojona
-jesteś
ładna –odparł głos
-kto
mówi? –zapytałam ponownie
-musimy
się spotkać… jesteś aniołem
-kim
jesteś? –krzyknęłam
-może
o osiemnastej w barze Stanleyów?
-kto
ty! –krzyczałam
-w
barze Stanleyów… jak nie przyjdziesz to nie żyjesz. Nie musisz wiedzieć, kim
jestem wystarczy, że ja wiem.
Głos
się rozłączył. Bałam się, nie przyjść, więc poszłam, ale nie sama. Zabrałam
mojego najukochańszego psa na świecie, o którym nie wspominałam. Brutus to
owczarek niemiecki, dawniej pies policyjny mojego ojca. Tata nie jest już
policjantem tylko adwokatem. Wzięłam Brutusa i udałam się pod bar Stanleyów.
Była punkt osiemnasta a naokoło nie było nikogo. Bar był już zamknięty a Brutus
ocierał się o moje nogi. Czułam, że i on się boi. Stałam tak chwilę rozglądając
się naokoło. Serce waliło gorzej niż pierwszego dnia w nowej szkole. W tej
chwili poczułam ciężkie kroki. Słyszałam je za sobą. Bałam się odwrócić, kątem
oka spoglądałam na boki. Odwróciłam się…
To
była najgorsza chwila mojego życia. Była późna jesień, więc było bardzo ciemno.
Latarnie stojące przy ulicy Morderczej (taka nazwa) nie świeciły. To był
okropny człowiek. Był strasznie chudy gorzej niż anorektyk, miał podziurawiony
szary podkoszulek, miał krótkie spodenki i był boso. A na plecach niósł worek.
Był narkomanem. Spod podkrążonych oczu wystawały krwiste żyły a usta były
zsiniałe.
-co
to za kundel? –zapytał ochrypłym głosem
Chciałam
odejść, ale on chwycił mnie za szyję.
-Pójdziesz
ze mną… -szepnął
Targał
mnie za szyję. Przytargał do starego opuszczonego dworu Charlotte. Wskazał na …
leżącego na trawie trupa. Ja go nie zabiłem… to ty go zabiłaś…wtedy tajemniczy
człowiek wziął moją dłoń i dotknął nią noża, który położył obok nieboszczyka.
Wziął mnie i położył moją rękę na ręce trupa. Nie byłam w stanie nic zrobić
-teraz
wszystko wskazuje na ciebie… mnie tutaj nie było… -powiedział i zniknął
Nie
wiedziałam gdzie mój pies. Doszłam do domu i na szczęście siedział przed
drzwiami. Usiadłam na schodach. Starałam się zapomnieć o tym wydarzeniu, jednak
następnego poranka otrzymałam list wzywający mnie na posterunek policyjny. Gdy
tam przyszłam policjant podszedł do mnie i rzekł
-taka
młoda, taka silna, taka ładna a tak sobie schrzaniłaś życie
-słucham?
–powiedziałam
-
pójdziesz siedzieć –powiedział śmiejąc się
-ha,
ha myślałam już, że pan mówi na serio –zaśmiałam się z nim
-no,
bo ja mówię na serio. Nic ciebie nie uratuje. Odciski palców mówią same za siebie
-ale,
o co chodzi? –pytałam udając, że nie wiem, o co chodzi
-zabiłaś
człowieka o to chodzi …
-nie!
Wczoraj taki narkoman zaprowadził mnie tak i dotknęłam tamtego noża… -mówiłam
niecierpliwie
-nie
kituj mi tu…
-naprawdę!
–krzyczałam
-marsz
do przodu. Mówisz iść na rozprawę sądową.
Stanęłam
przed drzwiami do sądu. Kiedy tam weszłam nie znałam nikogo wiedziałam, że
przegram.
-
Panno Angelino. Wczoraj o godzinie dziewiętnastej zamordowano człowieka w
ogrodzie Charlotte. Odciski palców mówią, że to pani słucham wyjaśnień –rzekła
sędzina
-pani
sędzio. To nieporozumienie. Wytłumaczyłam spokojnie, co do joty o wczorajszym
zdarzeniu.
Sędzina
zaczęła się śmiać, po czym burknęła
-ale
ty masz bujną wyobraźnię. Żal mi cię, bo masz dopiero dziewiętnaście lat a już
idziesz siedzieć. Świadek Marta Kojot proszona na salę
Na
salę weszła młoda kobieta o rudawych włosach. Podeszła do stolika i powiedziała
-
zamordowany jest mój brat. Ta niewdzięcznica zabiła mi brata!
-proszę
o spokój pani Kojot –powiedziała sędzina, – co wydarzyło się wczorajszego
wieczora
-Droga
sędzio mój brat wyszedł z domu, mówił, że ma spotkanie a, więc poszedł. Gdzieś
przed północą zorientowałam się, że brat nie wraca. Telefon miał wyłączony a
kiedy poszłam go poszukać to zastałam go martwego w ogrodzie Charlotte. Z
oddali widziałam odbiegającą panią Angelinę miała na głowie kaptur.
-Panno
Kojot skoro Angelina miała kaptur i była w oddali to jak ją pani poznała?
Jesteście spokrewnione? –zapytała sędzia
-nie,
widzę ją po raz pierwszy, ale Gdy teraz na nią spoglądam to jest ta sama
figura, o! i nawet te same spodnie. Miała na sobie czerwone neonowe spodnie z
kilometra je rozpoznam.
-rozumiem.
Nie mam już więcej pytań proszę zająć miejsce. Pani Angelino chce pani coś
powiedzieć? Czyli, że była pani wczoraj w ogrodzie Charlotte.
-tak
byłam. Odchodziłam stamtąd, ponieważ jak mówiłam przytargano mnie tam i
zmuszano do odbicia odcisków palców. –powiedziałam
-oj
marna wymówka. W takim razie czy pamięta pani kto panią tam przyprowadził?
-tak.
Był to anorektyk i narkoman, z czarnymi włosami …
-dosyć
tego! –krzyknął mężczyzna wbiegający na salę –Angelina nie zabiła tego
człowieka!
Na
salę wbiegł chłopak. Miał czarne okulary przeciwsłoneczne, białą czapkę oraz
chustkę pod szyję. Ubrany był w marynarkę, która prezentowała się rozkosznie,
była czysta i schludna i jaka modna! Był to ładny chłopak. Znałam go skądś.
Znajoma mordka.
-Mam
dowody, Angelina nie zabiła tamtego człowiek, zabił go Carlos brat Angeliny!
–krzyknął
-co
ty wygadujesz, kim jesteś?! –mówiłam
-dowiesz
się, kim jestem w odpowiednim czasie… mam dowody, He, słaby morderca z tego
Carlosa. Z płaszcza wypadła najcenniejsza rzecz, jaką posiada Carlos, czyli
jego pamiętnik. A w tym pamiętniku pisze…
Dziś był fatalny dzień, Angelina stała
się moim największym wrogiem a mój stary dobry kumpel –oszustem. Musiałem go
zabić. Adam mnie oszukał, więc go zabiłem, poniosło mnie i źle mi z tym, ale
jeszcze gorzej będzie jak pójdę do więzienia. Postanowiłem wrobić w to moją
siostrę Angelinę…
-sędzio…
widzi pani Angelina jest nie winna
-och
błagam przecież mógł pan sobie to podrobić –powiedziała sędzina
Wtedy
chłopak wyjął z kieszeni telefon i zadzwonił do mordercy.
-cześć
–powiedział obrońca Angeliny
-kto
tam? –odparł zabójca
-znalazłem
twój pamiętnik, leżał na ulicy śródmieścia mogę ci go oddać jestem na ulicy
Orzeszkowej –powiedział
-na
serio?! Dzięki zaraz tam będę
-widzi
sędzia już tu idzie.
Po
kilku chwilach na salę rozpraw przybył Carlos. Zobaczywszy Angelinę złapał się
za głowę.
-czy
to twój pamiętnik? –zapytała sędzina
-tak,
mój dziękuję –powiedział
Tajemniczy
obrońca popatrzył na mnie. Podeszłam do brata i popatrzyłam na niego. Była noc,
więc nie poznałam, że to był Carlos. Carlos tamtej nocy przebrał się i wrobił
mnie. Bał się swojego wyroku. Rozprawa została zawieszona. Po rozprawie Carlos
i tajniak wyszli z budynku. Carlos wytłumaczył mi wiele rzeczy, lecz to nie
zakończyło mojego gniewu do Carlosa. Carlos wrócił do domu, ale ja musiałam
wiedzieć, kim jest mój wybawiciel. Tajniak zdjął okulary i czapkę. Nie
wierzyłam własnym oczom, ta sylwetka i te oczy… To był Rufus! On żył nie zabił
się i po mimo tego, że go odrzuciłam on wrócił i mnie uratował. Rufus patrzył
na mnie z zachwytem.
-kocham
cię i nie przestanę…
Moje
uczucie jednak nie uległo zmianie od tamtej pory. Rufus co prawda zmienił się z
wyglądu był już …normalny ale moje serce należało do Paula.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz