Obserwatorzy

czwartek, 5 września 2013

kim okaże się być Carlos, którmu tak ufała Aneglina? w co się wkopie, jakie tarapaty będzie miała tym razem, czy łatwo się z nich wyplącze?

Rozdział VII


Następnego dnia nie poszłam do szkoły. Nie z powodów choroby czy czegoś. Nie chciałam widzieć szkoły… Czachy i Paula potrzebowałam dnia odpoczynku, aby każdy zapomniał, co się wydarzyło. Wtedy zadzwonił do mnie dziwny numer. Składał się z samych szóstek. Podniosłam telefon i odebrałam ,mówiąc ,,halo”
-cześć
-kto mówi – zapytałam zaniepokojona
-jesteś ładna –odparł głos
-kto mówi? –zapytałam ponownie
-musimy się spotkać… jesteś aniołem
-kim jesteś? –krzyknęłam
-może o osiemnastej w barze Stanleyów?
-kto ty! –krzyczałam
-w barze Stanleyów… jak nie przyjdziesz to nie żyjesz. Nie musisz wiedzieć, kim jestem wystarczy, że ja wiem.
Głos się rozłączył. Bałam się, nie przyjść, więc poszłam, ale nie sama. Zabrałam mojego najukochańszego psa na świecie, o którym nie wspominałam. Brutus to owczarek niemiecki, dawniej pies policyjny mojego ojca. Tata nie jest już policjantem tylko adwokatem. Wzięłam Brutusa i udałam się pod bar Stanleyów. Była punkt osiemnasta a naokoło nie było nikogo. Bar był już zamknięty a Brutus ocierał się o moje nogi. Czułam, że i on się boi. Stałam tak chwilę rozglądając się naokoło. Serce waliło gorzej niż pierwszego dnia w nowej szkole. W tej chwili poczułam ciężkie kroki. Słyszałam je za sobą. Bałam się odwrócić, kątem oka spoglądałam na boki. Odwróciłam się…
To była najgorsza chwila mojego życia. Była późna jesień, więc było bardzo ciemno. Latarnie stojące przy ulicy Morderczej (taka nazwa) nie świeciły. To był okropny człowiek. Był strasznie chudy gorzej niż anorektyk, miał podziurawiony szary podkoszulek, miał krótkie spodenki i był boso. A na plecach niósł worek. Był narkomanem. Spod podkrążonych oczu wystawały krwiste żyły a usta były zsiniałe.
-co to za kundel? –zapytał ochrypłym głosem
Chciałam odejść, ale on chwycił mnie za szyję.
-Pójdziesz ze mną… -szepnął
Targał mnie za szyję. Przytargał do starego opuszczonego dworu Charlotte. Wskazał na … leżącego na trawie trupa. Ja go nie zabiłem… to ty go zabiłaś…wtedy tajemniczy człowiek wziął moją dłoń i dotknął nią noża, który położył obok nieboszczyka. Wziął mnie i położył moją rękę na ręce trupa. Nie byłam w stanie nic zrobić
-teraz wszystko wskazuje na ciebie… mnie tutaj nie było… -powiedział i zniknął
Nie wiedziałam gdzie mój pies. Doszłam do domu i na szczęście siedział przed drzwiami. Usiadłam na schodach. Starałam się zapomnieć o tym wydarzeniu, jednak następnego poranka otrzymałam list wzywający mnie na posterunek policyjny. Gdy tam przyszłam policjant podszedł do mnie i rzekł
-taka młoda, taka silna, taka ładna a tak sobie schrzaniłaś życie
-słucham? –powiedziałam
- pójdziesz siedzieć –powiedział śmiejąc się
-ha, ha myślałam już, że pan mówi na serio –zaśmiałam się z nim
-no, bo ja mówię na serio. Nic ciebie nie uratuje. Odciski palców mówią same za siebie
-ale, o co chodzi? –pytałam udając, że nie wiem, o co chodzi
-zabiłaś człowieka o to chodzi …
-nie! Wczoraj taki narkoman zaprowadził mnie tak i dotknęłam tamtego noża… -mówiłam niecierpliwie
-nie kituj mi tu…
-naprawdę! –krzyczałam
-marsz do przodu. Mówisz iść na rozprawę sądową.
Stanęłam przed drzwiami do sądu. Kiedy tam weszłam nie znałam nikogo wiedziałam, że przegram.
- Panno Angelino. Wczoraj o godzinie dziewiętnastej zamordowano człowieka w ogrodzie Charlotte. Odciski palców mówią, że to pani słucham wyjaśnień –rzekła sędzina
-pani sędzio. To nieporozumienie. Wytłumaczyłam spokojnie, co do joty o wczorajszym zdarzeniu.
Sędzina zaczęła się śmiać, po czym burknęła
-ale ty masz bujną wyobraźnię. Żal mi cię, bo masz dopiero dziewiętnaście lat a już idziesz siedzieć. Świadek Marta Kojot proszona na salę
Na salę weszła młoda kobieta o rudawych włosach. Podeszła do stolika i powiedziała
- zamordowany jest mój brat. Ta niewdzięcznica zabiła mi brata!
-proszę o spokój pani Kojot –powiedziała sędzina, – co wydarzyło się wczorajszego wieczora
-Droga sędzio mój brat wyszedł z domu, mówił, że ma spotkanie a, więc poszedł. Gdzieś przed północą zorientowałam się, że brat nie wraca. Telefon miał wyłączony a kiedy poszłam go poszukać to zastałam go martwego w ogrodzie Charlotte. Z oddali widziałam odbiegającą panią Angelinę miała na głowie kaptur.
-Panno Kojot skoro Angelina miała kaptur i była w oddali to jak ją pani poznała? Jesteście spokrewnione? –zapytała sędzia
-nie, widzę ją po raz pierwszy, ale Gdy teraz na nią spoglądam to jest ta sama figura, o! i nawet te same spodnie. Miała na sobie czerwone neonowe spodnie z kilometra je rozpoznam.
-rozumiem. Nie mam już więcej pytań proszę zająć miejsce. Pani Angelino chce pani coś powiedzieć? Czyli, że była pani wczoraj w ogrodzie Charlotte.
-tak byłam. Odchodziłam stamtąd, ponieważ jak mówiłam przytargano mnie tam i zmuszano do odbicia odcisków palców. –powiedziałam
-oj marna wymówka. W takim razie czy pamięta pani kto panią tam przyprowadził?
-tak. Był to anorektyk i narkoman, z czarnymi włosami …
-dosyć tego! –krzyknął mężczyzna wbiegający na salę –Angelina nie zabiła tego człowieka!
Na salę wbiegł chłopak. Miał czarne okulary przeciwsłoneczne, białą czapkę oraz chustkę pod szyję. Ubrany był w marynarkę, która prezentowała się rozkosznie, była czysta i schludna i jaka modna! Był to ładny chłopak. Znałam go skądś. Znajoma mordka.
-Mam dowody, Angelina nie zabiła tamtego człowiek, zabił go Carlos brat Angeliny! –krzyknął
-co ty wygadujesz, kim jesteś?! –mówiłam
-dowiesz się, kim jestem w odpowiednim czasie… mam dowody, He, słaby morderca z tego Carlosa. Z płaszcza wypadła najcenniejsza rzecz, jaką posiada Carlos, czyli jego pamiętnik. A w tym pamiętniku pisze…
Dziś był fatalny dzień, Angelina stała się moim największym wrogiem a mój stary dobry kumpel –oszustem. Musiałem go zabić. Adam mnie oszukał, więc go zabiłem, poniosło mnie i źle mi z tym, ale jeszcze gorzej będzie jak pójdę do więzienia. Postanowiłem wrobić w to moją siostrę Angelinę…
-sędzio… widzi pani Angelina jest nie winna
-och błagam przecież mógł pan sobie to podrobić –powiedziała sędzina
Wtedy chłopak wyjął z kieszeni telefon i zadzwonił do mordercy.
-cześć –powiedział obrońca Angeliny
-kto tam? –odparł zabójca
-znalazłem twój pamiętnik, leżał na ulicy śródmieścia mogę ci go oddać jestem na ulicy Orzeszkowej –powiedział
-na serio?! Dzięki zaraz tam będę
-widzi sędzia już tu idzie.
Po kilku chwilach na salę rozpraw przybył Carlos. Zobaczywszy Angelinę złapał się za głowę.
-czy to twój pamiętnik? –zapytała sędzina
-tak, mój dziękuję –powiedział
Tajemniczy obrońca popatrzył na mnie. Podeszłam do brata i popatrzyłam na niego. Była noc, więc nie poznałam, że to był Carlos. Carlos tamtej nocy przebrał się i wrobił mnie. Bał się swojego wyroku. Rozprawa została zawieszona. Po rozprawie Carlos i tajniak wyszli z budynku. Carlos wytłumaczył mi wiele rzeczy, lecz to nie zakończyło mojego gniewu do Carlosa. Carlos wrócił do domu, ale ja musiałam wiedzieć, kim jest mój wybawiciel. Tajniak zdjął okulary i czapkę. Nie wierzyłam własnym oczom, ta sylwetka i te oczy… To był Rufus! On żył nie zabił się i po mimo tego, że go odrzuciłam on wrócił i mnie uratował. Rufus patrzył na mnie z zachwytem.
-kocham cię i nie przestanę…
Moje uczucie jednak nie uległo zmianie od tamtej pory. Rufus co prawda zmienił się z wyglądu był już …normalny ale moje serce należało do Paula.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz